Anatomia domeny. Jak powstało lukaspajak.pl

Kadr ze mną przy komputerze i ekranie, na którym widoczny jest fragment strony i nazwa domeny lukaspajak.pl. Na grafice dodatkowy napis: Anatomia domeny i mniejszym tekstem: Jak powstało lukaspajak.pl
@ lukaspajak.pl

Kiedy masz już pomysł na markę osobistą, prędzej czy później przychodzi moment, w którym trzeba znaleźć dla niej adres w internecie. Teoretycznie prosta rzecz, ale w praktyce wystarczy jedno sprawdzenie dostępności domeny, żeby strategia zderzyła się z rzeczywistością.

W moim przypadku trwało to kilka sekund. Wpisałem domenę z imieniem i nazwiskiem do wyszukiwarki domen i dostałem prostą odpowiedź: lukaszpajak.pl była już zajęta. Do tego zapis bez polskich znaków nie wyglądał dla mnie najlepiej. Połączenie końcówki imienia z początkiem nazwiska tworzyło ciąg liter, który był mało czytelny i nie wpadał w oko tak, jak chciałem.

Mogłem zacząć kombinować. Dodać myślnik. Dopisać zawód. Stworzyć coś w rodzaju lukasz-pajak.pl, lukaszpajak-copywriter.pl albo jeszcze inną wersję. Nie chciałem. W moim przypadku domena z myślnikiem byłaby niepotrzebnym utrudnieniem. Szczególnie że coraz częściej myślę o wystąpieniach na żywo.

Jeżeli stoję na scenie i podaję adres strony, chcę móc wypowiedzieć go jednym ciągiem. Bez tłumaczenia, że tu myślnik, tu bez polskich znaków, a później jeszcze dopisek. Adres powinien dać się usłyszeć raz i wpisać z pamięci.

Tak trafiłem na: lukaspajak.pl

Początkowo było to rozwiązanie wymuszone brakiem pierwszego wyboru. Z czasem zacząłem jednak widzieć, że ograniczenie wyszło mi na dobre.

Zanim zarejestrowałem domenę, sprawdziłem coś jeszcze

Przy wyborze nazwy nie patrzyłem wyłącznie na to, czy domena jest wolna. Miałem już za sobą proces rejestracji Włącz oszczędzanie jako znaku towarowego, więc wiedziałem, że samo wykupienie adresu internetowego nie odpowiada jeszcze na pytanie, czy wybrana nazwa nie koliduje z cudzymi prawami. To dwie różne rzeczy.

Wyszukiwarka domen u rejestratora odpowiada tylko na pytanie, czy konkretny adres internetowy można zarejestrować. Zielony komunikat domena dostępna nie oznacza, że nikt wcześniej nie zaczął chronić takiej samej lub podobnej nazwy jako znaku towarowego. Dlatego przed większą inwestycją w markę warto sprawdzić również bazy znaków towarowych.

Przed laty słuchałem podcastu Mikołaja Lecha Prawna Ochrona Marki, gdzie pojawiały się historie firm, które najpierw przez lata rozwijały nazwę, a dopiero później odkrywały, że ktoś ma do niej wcześniejsze prawa. Nie chciałem znaleźć się w takim miejscu po kilku latach. Dlatego przed uruchomieniem strony sprawdziłem temat znaków towarowych i nazwisk. Swoje założenia oraz ryzyko konsultowałem również z kancelarią SWP Rzecznicy Patentowi w Krakowie.

Jak się okazuje, imię i nazwisko również może zostać zarejestrowane jako znak towarowy. Nie oznacza to jednak, że nazwisko automatycznie otrzyma ochronę. Najprościej można powiedzieć, że znak towarowy powinien pozwalać odbiorcy rozpoznać, od kogo pochodzi dana usługa lub produkt. Sam znak słowny składający się wyłącznie z imienia i nazwiska może w niektórych przypadkach być trudniejszy do ochrony niż charakterystyczny znak słowno-graficzny, w którym nazwie towarzyszy określona forma graficzna. Każdy przypadek wymaga jednak osobnej oceny.

Dla mnie najważniejsze było coś jeszcze. Rejestracja znaku zawierającego nazwisko nie oznacza automatycznie, że jego właściciel może zabronić wszystkim innym osobom o tym samym nazwisku uczciwego posługiwania się własnymi danymi. Duże znaczenie ma sposób używania nazwy, rodzaj działalności i to, czy odbiorcy mogą pomylić jedną markę z drugą.

Nie potrzebowałem więc natychmiast rejestrować znaku Łukasz Pająk tylko dlatego, że zaczynam budować stronę pod własnym nazwiskiem. Nie chciałem też na tym etapie rejestrować znaku słowno-graficznego z logo, które wraz z rozwojem strony i marki może się jeszcze zmieniać.

Postanowiłem zrobić coś prostszego. Zacząć konsekwentnie używać domeny i własnego nazwiska, budować wokół nich rozpoznawalność, monitorować bazy znaków towarowych i zachowywać dokumentację pokazującą, od kiedy oraz w jaki sposób posługuję się marką. Na formalną rejestrację przyjdzie czas, jeżeli wraz z rozwojem działalności okaże się potrzebna.

Dlaczego akurat Lukas Pajak

Im dłużej patrzyłem na lukaspajak.pl, tym bardziej podobało mi się to rozwiązanie. Adres można powiedzieć jednym ciągiem. Nie ma w nim myślników, dodatkowych słów ani informacji o tym, czym aktualnie się zajmuję. To dla mnie ważne, bo zawody i projekty mogą się zmieniać, a nazwisko zostaje.

Skrócenie imienia z Łukasz do Lukas również zaczęło działać na korzyść całej konstrukcji. Jest krócej, prościej i bez polskich znaków. Łatwiej również w sytuacji, kiedy adres podaję komuś spoza Polski.

Jako fan kina zauważyłem jeszcze jedno skojarzenie. Lukas fonetycznie kojarzy mi się z nazwiskiem George’a Lucasa i marką Lucasfilm. Nie była to oczywiście podstawa decyzji, ale trudno mi udawać, że tego skojarzenia nie zauważyłem.

Ostatecznie rozwiązanie, które początkowo było planem B, zaczęło wyglądać jak znacznie lepszy plan A.

Ograniczenie, które wyszło mi na dobre

Ta historia dała mi prostą lekcję. Przy wyborze domeny nie warto patrzeć wyłącznie na wynik wyszukiwania w serwisie rejestrującym domeny i komunikat adres dostępny. Warto powiedzieć domenę na głos, spróbować zapisać ją z pamięci i zastanowić się, czy za kilka lat nadal będzie pasowała do tego, co robimy. Dobrze też sprawdzić, czy za wybraną nazwą nie kryją się prawa, o których nie wiemy.

W moim przypadku ograniczenie okazało się początkiem lepszego rozwiązania. Zamiast komplikować adres myślnikami i kolejnymi słowami, uprościłem go do lukaspajak.pl. Dziś trudno mi traktować go jako plan B.

Adres miałem, strategię też. Potrzebowałem jeszcze znaku, który połączy moje nazwisko z tym wszystkim, co chciałem pod nim pokazać. W kolejnym tekście opowiem, jak powstawało logo i dlaczego jego najważniejszym elementem stały się nawiasy.

Zapraszam do Dekonstrukcji wizualnej.

Przewijanie do góry