
Kiedy skończyłem porządkować podstronę O mnie, kolejnym naturalnym krokiem był Kontakt. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że tutaj nie ma już czego projektować. Adres e-mail, numer telefonu, formularz, kilka ikon prowadzących do mediów społecznościowych i gotowe.
Tyle że im dłużej się temu przyglądałem, tym bardziej przeszkadzało mi właśnie to ostatnie założenie. Formularz kontaktowy pojawia się na tak wielu stronach, że zacząłem traktować go niemal jak obowiązkowy element serwisu. Tylko czy rzeczywiście był mi do czegoś potrzebny?
Nie lubię formularzy, ani jako użytkownik, ani jako osoba, która później musi je konfigurować, zabezpieczać i pilnować, czy wiadomości rzeczywiście dochodzą. Zamiast więc automatycznie dodawać kolejny element dlatego, że tak zwykle wyglądają strony internetowe, zacząłem od prostszego pytania: jak sam chciałbym, żeby ktoś skontaktował się ze mną po wejściu na lukaspajak.pl?
Kontakt nie powinien być kolejnym zadaniem do wykonania
Osoba, która trafia na podstronę Kontakt, zazwyczaj nie potrzebuje już następnej porcji informacji. Być może przeczytała O mnie, przejrzała Ofertę albo trafiła na konkretny artykuł. W którymś momencie uznała, że warto napisać albo zadzwonić. Wtedy najgorsze, co można zrobić, to postawić przed nią kolejne przeszkody.
Imię i nazwisko. Nazwa firmy. Adres e-mail. Numer telefonu. Rodzaj usługi. Budżet. Termin. Branża. Liczba uczestników. Pole wyboru. Kolejna zgoda. CAPTCHA. Wyślij.
Rozumiem, dlaczego takie formularze powstają. Im więcej informacji zbierzemy na początku, tym łatwiej później ocenić zapytanie. Tylko że z perspektywy osoby kontaktującej się ze mną oznacza to konieczność przygotowania mini-briefu jeszcze przed pierwszą rozmową, a ja nie potrzebuję na tym etapie kompletnego zestawu informacji.
Wystarczy mi kilka zdań. Czego dotyczy pomysł? Dla kogo jest przeznaczony? Czego mniej więcej potrzeba? Jaki termin wchodzi w grę? Resztę można ustalić później.
Czy formularz pomaga w SEO
Został jeszcze argument, który przez chwilę kazał mi się zatrzymać, sprawdzić i pomyśleć. Może formularz nie jest szczególnie potrzebny, ale powinien znaleźć się na stronie z powodów związanych z SEO albo wiarygodnością serwisu?
Sam fakt posiadania formularza nie sprawia jednak, że podstrona Kontakt staje się lepsza. Ważniejsze jest to, czy użytkownik szybko rozumie, gdzie trafił, z kim ma do czynienia i jak może wykonać następny krok.
Adres e-mail może być aktywnym linkiem. Numer telefonu można nacisnąć bezpośrednio na smartfonie. Można napisać, że pod tym numerem przyjmuję również SMS-y. Do tego dochodzi LinkedIn jako dodatkowy kanał kontaktu zawodowego. To wystarcza, żeby strona spełniała swoją funkcję.
Co ze spamem
Tutaj pojawił się drugi dylemat. Jeżeli pokazuję na stronie adres e-mail, mogą znaleźć go boty zbierające adresy i z czasem zacząć wysyłać na niego spam. Formularz wydaje się więc na pierwszy rzut oka bezpieczniejszym rozwiązaniem, bo właściwy adres można ukryć przed użytkownikiem.
Tylko że spam nie znika, a zmienia jedynie drogę. Formularze kontaktowe również są atakowane automatycznie. Wtedy pojawiają się kolejne zabezpieczenia: CAPTCHA, ukryte pola typu honeypot, ograniczanie liczby wysyłanych wiadomości, filtrowanie, dodatkowe wtyczki i kontrolowanie, czy cały mechanizm nadal działa po kolejnej aktualizacji WordPressa.
Ostatecznie dochodzimy więc do dość paradoksalnej sytuacji. Żeby ochronić adres e-mail przed spamem, budujemy osobny system, który sam trzeba chronić przed spamem.
Nie znaczy to, że formularze są złym rozwiązaniem. Przy dużym serwisie, wielu działach, obsłudze klienta albo potrzebie automatycznego kwalifikowania zapytań mogą być bardzo przydatne. Na mojej stronie ich zalety nie przeważają jednak nad dodatkową komplikacją.
Jeden adres, którego naprawdę używam
Przez lata wraz z nowymi projektami pojawiały się również kolejne adresy e-mail. Każdy z osobna miał sens. Adres związany z konkretnym projektem wyglądał profesjonalnie i porządkował komunikację.
Problem jest wtedy, kiedy tych skrzynek robi się kilka. Można oczywiście przekierować wiadomości z różnych adresów do jednej skrzynki albo skonfigurować ich obsługę w jednym programie pocztowym. Technicznie nie jest to skomplikowane.
Nadal jednak powstaje dodatkowa warstwa, którą trzeba utrzymywać i sprawdzać. Czy przekierowanie nadal działa. Czy nic nie zmieniło się na serwerze. Czy konfiguracja domeny jest poprawna. Czy wiadomości nie zaczęły trafiać do spamu. Czy połączenie z programem pocztowym nadal działa tak, jak powinno.
To nie są problemy, które występują codziennie. Wystarczy jednak, że jeden z nich pojawi się w złym momencie i wiadomość od potencjalnego klienta może po prostu do mnie nie dotrzeć.
Dlatego przy lukaspajak.pl postanowiłem zrobić trochę inaczej. Adres kontakt@lukaspajak.pl założyłem, ale na razie nie będzie podstawowym adresem widocznym na stronie. Do kontaktu pozostawiam Gmail, którego używam od lat i w którym mam całą historię korespondencji.
Nie jest to rozwiązanie najbardziej spójne z identyfikacją marki. Adres we własnej domenie wygląda bardziej profesjonalnie i lepiej pasuje do serwisu, ale na tym etapie ważniejsze są dla mnie prostota i niezawodność.
Jedna skrzynka oznacza jedno miejsce do sprawdzania i mniej elementów, które mogą po drodze zawieść. Jeśli z czasem uznam, że adres w domenie powinien stać się głównym kanałem kontaktu, będzie już gotowy do wykorzystania.
E-mail, telefon i SMS zamiast formularza
Po przejściu przez te wszystkie wątpliwości układ strony zaczął się upraszczać.
Podstawą będzie e-mail. Obok niego numer telefonu z jasną informacją, że można również wysłać SMS. To ważne, bo sam telefon nie musi oznaczać obowiązku natychmiastowego dzwonienia. Czasem znacznie łatwiej napisać krótką wiadomość i zapytać, kiedy możemy porozmawiać.
Jako trzeci kanał zostawię LinkedIn. Wiele zawodowych kontaktów zaczyna się właśnie tam, więc udawanie, że ten sposób komunikacji nie istnieje, byłoby sztuczne.
Nie chcę natomiast zamieniać podstrony Kontakt w katalog wszystkich miejsc, w których mam konto. Facebook, Instagram, YouTube czy Bluesky mają inne zadania. Ich rolę w całym ekosystemie marki będę jeszcze porządkował osobno.
Nie potrzebujesz gotowego briefu
W trakcie projektowania tej podstrony coraz bardziej podobało mi się jedno zdanie, które pojawiło się już wcześniej na stronie głównej: Na początek wystarczy krótka rozmowa. To dobrze opisuje sposób, w jaki chciałbym rozpoczynać współpracę.
Jeżeli ktoś potrzebuje wystąpienia, warsztatu albo webinaru, nie musi od razu znać dokładnego scenariusza. Jeżeli ma stronę internetową, na której panuje informacyjny bałagan, nie oczekuję od niego gotowej architektury informacji. Jeżeli pracuje nad projektem dotyczącym ekologii lub klimatu, również nie musi wcześniej rozpisywać całej komunikacji.
Gdyby to wszystko było już gotowe, prawdopodobnie nie potrzebowałby mojej pomocy.
Pierwsza wiadomość może więc być bardzo prosta. Wystarczy napisać, czego dotyczy projekt, dla kogo jest przeznaczony, czego mniej więcej potrzeba i jaki termin wchodzi w grę. Resztę możemy ustalić podczas rozmowy.
Kontakt jako ćwiczenie z redukcji
Przy O mnie musiałem uporządkować ponad dwadzieścia lat różnych doświadczeń. Przy Kontakcie zadanie okazało się odwrotne: usunąć wszystko, co niepotrzebnie wydłuża drogę między osobą odwiedzającą stronę a rozmową.
Skoro wiem już, kim jestem, jak chcę się przedstawiać i jak można się ze mną skontaktować, kolejnym krokiem będzie uporządkowanie odpowiedzi na pytanie, które z punktu widzenia potencjalnego klienta jest jeszcze ważniejsze: Co właściwie mogę dla niego zrobić? To będzie już temat podstrony Oferta.
P.S. Po dalszej pracy nad stroną zdecydowałem się jednak dodać na końcu podstrony Kontakt również ikony mediów społecznościowych. Nie dlatego, że mają stać się kolejnym głównym kanałem kontaktu. Chodzi raczej o prostą informację: jestem obecny również w innych miejscach. Odnośniki do social mediów są już widoczne w innych częściach serwisu, ale na stronie Kontakt ich powtórzenie wydaje mi się uzasadnione – domyka obraz dostępnych kanałów i pozwala od razu zobaczyć cały ekosystem marki.
